Plaża

2 Czer

Muszę przyznać, ża mam trochę wyrzuty sumienia, że nie zagłębiliśmy się tak w rzeczywistość Tajlandii, jak innych zwiedzanych przez nas krajów. Zastanawiam się, czemu tak się stało. Może dlatego, że Tajlandię „robiliśmy” tak na raty, po trochu, jak byliśmy przejazdem do innych krajów. A może dlatego, że Tajlandia trochę sama się prosi o takie instrumentalne traktowanie.

To piękny kraj. Mający do zaoferowania tak wiele. Hipnotyzująca kolorami, widokami i atmosferą górzysta północ. Zupełnie nieturystyczne dżungle Issanu na północnym wschodzie kraju. Przyprawiający o zawrót głowy nowoczesny Bangkok. Przepiękne plaże wysp południa. I ludzie. Otwarci, pomocni, uśmiechnięci, ale rzadko nachalni. Dumni. Kochający swojego, ostatnio bardzo chorego, króla całym sercem. Tajlandia to kraj kontrastów, nierówności, niesamowitego rozwoju i ciągle istniejącej biedy. Biedni są tak biedni jak w innych krajach azjatyckich, a jednocześnie wszędzie są centra handlowe, kawa na wynos i całodobowe 7/11.

Nie zaznaliśmy jeszcze tajskiego życia plażowego, więc przyszedł czas i na to. Tę część zostawiliśmy na koniec Azji Południowo-Wschodniej. Chcieliśmy odpocząć, podopinać bloga, posnorklować, mentalnie przygotować się na Indie. Najpierw pojechaliśmy do Krabi, a stamtąd na plażę Hat Ton Sai po stronie andamańskiej, a później na drugą stronę, na wyspę Ko Pha Ngan. I rzeczywiście, tu jest naprawdę pięknie. To wszystko prawda, co piszą w folderach, przewodnikach, magazynach. Widzieliśmy stosunkowo niewiele, ale to wystarczy, żeby wyrobić sobie pogląd na temat wysp w Zatoce Tajskiej. Ko Pha Ngan, mimo mnogości resortów, hoteli, pensjonatów i oczywiście 7/11, jest po prostu przepiękną wyspą z przeróżnymi plażami, turkusową wodą, lasami palmowymi i bardzo stromymi drogami na całkiem nieźle zarysowanych górach. Znaleźliśmy resort na uboczu, w którym przez większość czasu byliśmy całkiem sami, a z racji tego, że jest poza sezonem, za cenę budżetowego hotelu trafił nam się superresort z basenem, piękną prywatną plażą i mnóstwem hamaków. I tak właśnie spędziliśmy cały błogi tydzień. Czytając na hamaku, pływając w basenie, trochę snorklując, jeżdżąc na motorze po wyspie i gadając z Daeng.

Daeng jest nieformalną zarządzającą resortem. Ma trzydzieści lat i jest przeuroczym ladyboy’em, pięknym człowiekiem o niefortunnej urodzie, ale sercu ze złota. Codziennie spędzaliśmy razem całe godziny rozmawiając o domu, świecie, turystach i Tajlandii. Daeng jest bardzo rozrywkową osobą, uwielbia imprezy i poznawanie nowych ludzi. Interesuje się wszystkim po trochu. Pochodzi z Issanu, z wioski na północnym wschodzie, gdzie białej twarzy nie uświadczysz i przez to Tajowie są tam prawdziwsi, bardziej szczerzy, niezmienieni. Daeng mówi świetnie po angielsku, siedem lat pracy w resorcie dla zachodnich turystów, tłumaczy z uśmiechem. Jednak najbardziej kocha swoje życie w tych miesiącach, kiedy nie musi pracować i wraca do domu, do rodziny. Tam mnie naprawdę kochają i nikt nic nie musi udawać. Uwielbialiśmy te rozmowy. Daeng ma bardzo wnikliwy umysł i niektóre jej przemyślenia  pozostaną z nami na zawsze. Jak opowiadała o  turystach, to nie mogla ukryć pobłażliwego uśmiechu. Przyjeżdża tu tylu ludzi i wielu z nich narzeka, że Tajlandia się bardzo zmieniła, że wszystko jest takie cywilizowane, ugrzecznione, coraz mniej tajskie. A ja ich wtedy prowadzę za rękę do lustra i mówię: Wiesz, kto zmienił Tajlandię? Ty! I inni tacy jak ty. Wszyscy ci, którzy przyjeżdżali do kiedyś dziewiczej Tajlandii i narzekali, że w domku nie ma gorącej wody, że plaża zbyt kamienista, żeby pływać, że nie można zjeść frytek.  To właśnie dla ciebie my, Tajowie, budujemy coraz ładniejsze, coraz bardzie zachodnie, bungalowy, z gorącą wodą, klimatyzacją, telewizorem. To dla Ciebie budujemy baseny prawie na plaży. Dla Ciebie uczymy się jak usmażyć hamburgera. A potem ty wracasz i mówisz nam, że Tajlandia się bardzo zmieniła. Masz rację. I to nasza wina. My, głupi Tajowie sami daliśmy się wciągnąć w tę grę. W tę gonitwę zaspokajania zachodnich potrzeb.  Za dolary i euro.

I coś w tym jest. Może dlatego Tajlandia nie złapała nas za serca. Mimo że nam się bardzo podobała. Mimo zagmatwanej polityki, pięknych krajobrazów, ogólnej różnorodności. Tajlandia po prostu zgadza się, żeby ją tak traktować.  I ja jej za to wcale nie winię. [-a.]

Reklamy

komentarze 2 to “Plaża”

  1. Ahnes 3 czerwca 2011 @ 00:44 #

    Trzymam tam za was kciuki 🙂

  2. alu 7 czerwca 2011 @ 10:42 #

    Alo, ile jeszcze zamiezacie podrozowac? to ju zaraz rok bedzie jak ten czas leci ja tylko dpracy i z powrotem jezdze:(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: