Motorem

14 Maj

Już dwie zupełnie niepowiązane ze sobą osoby poleciły nam zrobienie treku nie w Hsipaw, który z tych treków słynie, ale w leżącym nieopodal Kyaukme. Tereny niby podobne, ale w Kyaukme prawie nie ma turystów, a do tego jest tam dwóch niesamowitych przewodników, którzy dosłownie otworzą przed nami swoje domy i serca. Brzmiało dobrze, nie daliśmy się długo namawiać.

W Kyaukme jest tylko jeden guesthouse, w którym mogą spać obcokrajowcy. Jak my przyjechaliśmy, to jacyś Francuzi właśnie wyjeżdżali. Byliśmy więc jedynymi białymi w (podobno) osiemdziesięciotysięcznym mieście. Bardzo przyjemne uczucie.

Jeszcze tego samego dnia zaaranżowaliśmy spotkanie z jednym z poleconych nam przewodników (drugi akurat na czas Nowego Roku zamknął się w klasztorze, żeby głębiej przeżyć to święto). Five-five* przyjechał do naszego hotelu z takim uśmiechem na ustach, że po prostu nie sposób było nie zapałać do niego od razu sympatią. Nieustannie opowiadał dowcipy (dodam, że śmieszne, bo to dosyć ważne), a jego twarz wyrażała dobroć w najczystszej postaci. Wiecie, o co mi chodzi? Czasem (trzeba przyznać, że coraz rzadziej) spotyka się kogoś takiego, co do kogo nie ma się najmniejszych wątpliwości, że jest dobry. Po prostu dobry człowiek. Taki był Five-Five. Do tego kiedyś był rebeliantem walczącym z rządem, VJ-em, magikiem… Zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia.

Umówiliśmy się na trzydniowy trek na motorach (doświadczenia z Kalaw nauczyły nas, że ciężko się maszeruje, jak temperatura przekracza 30 stopni). Wyruszyliśmy następnego dnia. Nie chcę Was znów zanudzać szczegółowymi opisami każdego dnia, bo to się chyba mija z celem. W skrócie powiem, że wycieczka z Five-Five’em była zdecydowanie najbardziej fascynującym punktem naszego pobytu w Birmie.

Przez trzy dni zasypywani byliśmy dowcipami, magicznymi sztuczkami, piosenkami Britney Spears (no cóż…), troską, zainteresowaniem, uwagą, gościnnością, opowieściami o okolicach Kyaukme.

Jeździliśmy po niesamowicie stromych i równie malowniczych kamienistych ścieżkach między wioskami ludzi Palaung (Wiosek tych jest tu podobno dwa i pół tysiąca!).

Napawaliśmy się widokiem przepięknych upraw herbaty na zboczach.

Spaliśmy w przetwórni herbaty, gdzie do późnej nocy ludzie z okolicznych plantacji w wielkich bambusowych koszach znosili świeżo zebrane drogocenne liście.

Zwiedzaliśmy rodzinne fabryki papieru ryżowego (jest on używany tylko i wyłącznie przez Chińczyków jako symboliczne pieniądze ofiarowywane duchom – swoją drogą zadziwia mnie głupota azjatyckich duchów, strasznie łatwo je oszukać, np. ofiarowując im fałszywe pieniądze lub budując wysokie progi, które są dla nich przeszkodą nie do pokonania).

Zatrzymywaliśmy się na herbatkę w skromnych domach mniejszości Palaung, przymierzaliśmy ich tradycyjne stroje (które były piękne, jak oni je mieli na sobie, a na naszych bladych ciałach jakoś całkiem traciły swój urok), dzieliliśmy z nimi posiłki.

Odwiedziliśmy katolickiego misjonarza (Birmańczyka po studiach w Rzymie i Londynie), który na wzgórzu w Kyaukme wybudował mały kosciółek, a obok założył szkołę z internatem dla najbiedniejszych dzieci z okolicy. Żeby to wszystko jakoś utrzymać hoduje świnie.

Oglądaliśmy nielegalną (nadawaną ze Szwecji) telewizję, która polega głównie na materiałach nagranych przez lokalnych VJ-ów (amatorskich kamerzystów, którzy małymi kamerami z ukrycia filmują to, czego rząd nie chce nikomu pokazywać), później przemycanych przez Tajlandię na Zachód. Były to bardzo słabej jakości wywiady z rodzinami chłopców na siłę wcielanych do wojska. Zapłakane matki opowiadały, jak ich synów umundurowani wyłapywali np. w pociągu, na ulicy i pod bronią zabierali ich w nieznanym kierunku. Nie kiedyś. Teraz. W 2011.

Słuchaliśmy opowieści Five-Five’a z czasów, kiedy służył w armii rebeliantów Palaung. Jak ukrywali się w dżungli przez siłami rządowymi. Jak opodatkowywali okoliczne wioski, żeby móc sprowadzać broń z Chin i jak wioski rozliczały ich z każdego kupionego karabinu. Jak wygrywał w karty z chińskimi strażnikami granicznymi, którym się to bardzo nie podobało i grozili mu śmiercią, jeśli chciałby nadal nalegać na wygrane pieniądze. Jak zostali w końcu zmuszeni przez rząd do złożenia broni i choć nic nie wywalczyli, teraz chociaż jest jako taki pokój i ludzie mogą się skupić na własnym „dobrobycie” (to słowo to zdecydowanie za dużo powiedziane, ale muszę się nim na razie zadowolić).

Po powrocie zostaliśmy zaproszeni na obiad do domu Five-Five’a. Czekała nas tam wielka uczta i uśmiechnięte twarze jego żony i córek. Czuliśmy się jak u siebie w domu, takiej gościnności nie zaznaliśmy jeszcze chyba nigdy w życiu.

Ciężko było się rozstawać. Nasz przewodnik nauczył nas naprawdę dużo o swoim kraju. Jego charyzma, poczucie humoru, ogólne zrozumienie dla otaczającej go rzeczywistości pozostawiły niezatarty ślad w naszej pamięci. Przez godzinę próbowalismy zostawić mu napiwek i po prostu nie było jak. W końcu, jak się odwrócił, wsadziliśmy banknot za szybę szafki w jego domu. Nic nie zauważył, odwiózł nas do hotelu, pożegnaliśmy się. Na drugi dzień mieliśmy autobus o szóstej rano. Odjechaliśmy punktualnie. Po jakichś piętnastu minutach autobus zatrzymał się, a naszym oczom ukazał się Five-Five , który dogonił nas na motorze z reklamówką łakoci. Dopiero zauważył, że go przechytrzyliśmy i z braku słów kupił nam prowiant na drogę. I jak tu nie kochać ludzi w tym kraju. No jak?? [-a.]

*imię zmienione

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Motorem”

  1. REnata 15 Maj 2011 @ 09:51 #

    Chcac nie chcac, musze sie powtorzyc i znow wychwalic Was pod niebiosa – dzieki za ciekawe azjatyckie historie, a takze niesamowite zdjecia z klimatem! Niewiele wiedzac o Azji, zupelnie nie wiedzialam, czego mozna sie spodziewac i czym moze Azja zainteresowac. teraz juz wiem. co wiecej, skrycie marza mi sie takie podroze…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: