Dzień jak co dzień w Muang Ngoi Neua

30 Mar

Siedzę sobie na tarasie lokalnej restauracyjki i obserwuję maleńką przystań w Muang Ngoi Neua. Rzeka Nam Ou ciągnie się przez 448 km od prowincji Phongsali na północy aż po Luang Prabang, a wokół niej toczy się życie wielu wiosek. Z góry widok jest niesamowity. Jest wpół do czwartej i nadszedł czas wielkiej komunalnej kąpieli. Z góry wioski powoli zaczynają się schodzić ludzie, aby dokonać codziennych ablucji. Do rzeki ściągają młodzi i starzy, mężczyźni, kobiety, dzieci i bawoły. Wszyscy (no może oprócz bawołów) w rękach dzierżą nieodzowne koszyczki z kosmetykami i wszelkimi akcesoriami kąpielowymi. Kobiety w sarongach i mężczyźni w slipkach mydlą się, szorują i płuczą. Dzieci radośnie poddają się zabiegom rodziców, albo radzą sobie same beztrosko pluskając się w czystej wodzie. Parskają i prychają, gonią się, skaczą z lin poprzywieszanych do drzew przy brzegu, dają się ponieść prądowi rzeki. Nieopodal starsza kobieta bez ceregieli rozbiera się i oczom wszystkich ukazują się jej wyniszczone czasem piersi. Nikogo oprócz mnie ten widok nie dziwi, obok flirtują ze sobą nastolatki, przepływa łódką jakiś mężczyzna. Po kąpieli kobiety niezwykle sprawnie przebierają się w świeże sarongi i stopniowo od ceremonii mycia się wszyscy przechodzą do prania przyniesionych ze sobą rzeczy. Mężczyźni i chłopcy w każdym wieku albo opatulają się w wielkie ręczniki i zbierają do odejścia, albo rozebrani, z uśmiechem na ustach, kładą się na zasłużony po tym ogromnym wysiłku higienicznym odpoczynek na jednej z przycumowanych łódek. W międzyczasie ktoś płucze w rzece sałatę, którą zapewne spożyję dziś na obiad. Parę metrów dalej jakiś facet próbuje namówić do wejścia do wody opornego bawoła i w końcu mu się udaje. Mniej więcej dziesięcioletni chłopiec kucając w skupieniu myje naczynia, a inny nieopodal załatwia swą fizjologoczna potrzebę wprost do tej samej rzeki. Umięśnieni mężczyźni naprawiają swoje łódki, wylewają z nich wodę, wbijają jakieś niewidoczne dla mnie z góry gwoździe. Po lewej tata z synkiem czyszczą sieci, uderzając w nie mocno czymś w stylu pejcza. Wzdłuż brzegu biegają małe ćwierkające (gdaczące?) kurczaki, czarna maciora z grupką nieporadnych pociech ryje w ziemi w poszukiwaniu czegoś do pochłonięcia, psy drapią się zapamiętale, a koty leniwie przechadzają się. Do brzegu cały czas przypływają obładowane rozmaitymi towarami długie wąskie łódki, które szybko i sprawnie zostają wyładowane przez pojawiającą się nie wiadomo skąd siłę roboczą. Wielkie i ciężkie pakunki noszone są także przez kobiety i dzieci, które rączki od toreb zakładają sobie na czoło i chwiejąc się pod ich ciężarem sprawnie balansują na stromej drodze z i do wioski. Wszyscy są uśmiechnięci, panuje atmosfera ogólnej błogości i przyjemnego marazmu, która i mi się udziela. Od trzech godzin siedzę nad jedną Lao coffee i nawet nie zauważyłam upływu czasu. Na moich stopach zauważam przeciągającego się kota o lekko zamglonym wzroku. Jest rudy i mięciutki. Patrzy na mnie, jakby nie wiedział o co mi chodzi, bo on tu już sobie przecież leży w spokoju od paru godzin. Pada deszcz, ale nikomu to nie przeszkadza. Słychać tylko roześmiane głosy i plusk wody. Nikomu się nigdzie nie spieszy. Od godziny próbuję zapłacić za kawę, ale właściciel gdzieś sobie poszedł i wygląda na to, że ma w nosie moje 5000 kipów.

Muang Ngoi Neua ma tylko 800 mieszkańców i jest prawdziwą laotańską wioską przy rzece Nam Ou. Jeszcze w latach siedemdziesiątych ktoś wpadł na pomysł, że jakby tak otworzyć tu kilka guesthousów i restauracji z menu po angielsku, to może można by żyć z turystyki. Miał rację. Jest tu tak pięknie, że każdy, kto raz tu przyjedzie od razu zakocha się w tym miejscu. Pokryte dżunglą góry i spokojnie płynąca urokliwa rzeka sprawiają, że zwalniasz, chociaż wcale tego nie planowałeś.

Mieszkańcy wioski wpuścili białych do swojego świata i dają się im oglądać w swojej codzienności. Żyją jakby nigdy nic, ani się nie afiszują, ani nie krępują. Myją się i piorą w rzece, o świcie płyną na targ i kupują to, czego im brakuje na miejscu. Są sobą, chociaż żyją z tego, że goszczą i karmią zagranicznych turystów. Nie ma tu efektu zoo, biali czyli falang bezboleśnie współistnieją z lokalnymi. Nikt nikogo nie wytyka palcami, chociaż czasem trzeba po prostu przymknąć oko na bycie fotografowanym w trakcie popołudniowej toalety. Odmeldowuję się, bo za chwilę w wiosce na trzy godziny włączają prąd. Czas naładować baterie do aparatu. [-a.]

Reklamy

komentarze 3 to “Dzień jak co dzień w Muang Ngoi Neua”

  1. REnata 2 kwietnia 2011 @ 05:29 #

    bardzo lubie uslyszec jakis lokalny zarys sytuacji, maly rys historyczny tu i tam ( dla nas dyletantow azjatyckich to czesto pierwsze zetkniecie z dana opowiescia), ale takie osobiste i na dodatek Wasze doswiadczenia i tak przemawiaja do mnie najbardziej! poza tym humor sytuacyjny jest niezastapiony!!!
    p.s.1 czy Wy rowniez myliscie sie w rzece, czy dla turystow sa specjalne lazienki?
    p.s.2 dla osob z Podkarpacia – podobne scenki kapielowo-toaletowe mozna bylo zaobserwowac swego czasu nad Solina. niektorzy nawet herbate/przepitke komponowali, a jak wiadomo, Solina jest zalewem sztucznym z zatopionym starym cmentarzem. herbatka z trupa – zapraszam!

    • bezdomu 27 kwietnia 2011 @ 10:50 #

      ad. 1 nie, akurat w tej rzece się nie kąpaliśmy, rzeczywiście dla turystów przewidziane były luksusy w formie łazienek, ale w niedalekiej przyszłości los nasz miał się nieco odmienić – szczegóły wkrótce.
      ad. 2 po prostu lokalni mają lokalne żołądki i podejrzewam, że mogliby się rozchorować od normalnej wody, takiej nie z Mekongu, Nam Ou czy Soliny 🙂
      [-a.]

  2. Ewa Ś. 20 kwietnia 2011 @ 03:49 #

    ależ piękne zdjęcia. Dzięki za ciekawy opis podróży .Życzę dalszych pięknych wrażeń no a u nas Święta Wielkanocne tęsknią za Wami :)) radosnego ALLELUJA !!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: