Ta inna strona Laotańczyków

26 Mar

Jeszcze w Luang Namtha dane nam było ujrzeć nową dla nas, imprezową stronę Laotańczyków.

Po pierwsze, na nocnym targu z jedzeniem, na który chodziliśmy na kolacje, pewnego wieczoru trafiliśmy na jakąś większą imprezę, podobno organizowaną przez rząd. Stoły były konkretnie zastawione i oczywiście  nie brakowało na nich obowiązkowego piwa Beerlao, które jest tu chlubą narodową. Tym razem nikt nie zapraszał, więc z pokorą obserwowaliśmy sytuację z boku. A był to widok wyjątkowy. Tradycyjny laotański taniec ludowy lam wong polega na tym, że duża grupa uczestników tworzy kilka kręgów i delikatnie się w nich porusza wykonując charakterystyczne łagodne ruchy rękami. Każdy tańczy sam i nikt nikogo nie dotyka. W połączeniu z tradycyjną laotańską muzyką obrazek jest aż nierealny.

Po drugie, gdy pewnego dnia udaliśmy się do pobliskiej restauracji na obiad, okazało się, że jest ósmy marca, a jak nam wszystkim wiadomo, ósmy marca to Międzynarodowy Dzień Kobiet. W Laosie to święto traktowane jest bardzo poważnie i kobiety w całym kraju w ten własnie dzień odbijają sobie wszelkie niesprawiedliwości, dyskryminacje i inne tego typu wyzyski. Gdy wchodziliśmy, żona właściciela lokalu była właśnie w trakcie wyśpiewywania jakiejś rzewnej ballady do swojej profesjonalnej maszynki karaoke. Wokoło walały się pirackie płyty kompaktowe z bardzo kolorowymi nadrukami, koleżanki gospodyni podrygiwały ochoczo wraz ze swymi dziećmi i matkami, psy się ganiały i ogólnie panował niezwykle przyjemny chaos i rozpasanie. Po odśpiewaniu kilku utworów właścicielka przybytku, która robiła jednocześnie za kelnerkę, chwiejnym krokiem podeszła do nas (byliśmy jedynymi klientami, bardzo możliwe, że jej pianie odstraszyło innych) i powiedziała, że przyjmie zamówienie pod warunkiem, że po zjedzeniu trochę z nimi potańczę i pośpiewam, bo to Dzień Kobiet i trzeba świętować. Następnie przyszła z butelką  Beerlao i bardzo bełkocząc nalała mi całą szklankę i powiedzmy sobie szczerze, nie pozostawiła żadnego wyboru, co do tego, co powinnam z nią zrobić. Gdy już uczyniłam to, co do mnie należało, zadowolona pogroziła Kubie palcem i powiedziała, że on dziś powinien mi cały dzień służyć, bo to jest nasz dzień i chociaż ten jeden dzień w roku kobieta powinna czuć się jak królowa. Następnie kazała mu klękać, całować się w rękę, przysięgać jej, że zrobi mi dzisiaj masaż i będzie mnie we wszystkim słuchał.  Nie wiem, jak bardzo laotańska kobieta jest na co dzień uciskana, ale jej oddanie sprawie było fascynujące i godne podziwu. Zachwycające było również to, jak ważne na drodze do tej chwilowej corocznej emancypacji było dla nich zalanie się w trupa. Koleżanki podchodziły do siebie znienacka i na siłę wlewały sobie nawzajem pół butelki piwa do buzi. Pluły, oblewały się całe i zaśmiewały do rozpuku. To nasz dzień! Ten jeden raz w roku to my się bawimy i nam się służy! Pamiętaj! To nie on dzisiaj pije, tylko Ty!! – krzyczały rozradowane. Miałam nadzieję, że zanim zjem, one zupełnie zapomną o mojej obietnicy. Ale nie. Jak tylko ostatni kęs wylądował w moich ustach, jeszcze zanim zdążyłam go przełknąć, pani domu już ciągnęła mnie za rękę w kierunku ich babskiego kółka. Dziękowałam Bogu, że dzień wcześniej podejrzałam trochę jak się tańczy, bo miałabym naprawdę spory problem z odnalezieniem się w tych rytmach. A tak, pewniejsza dzięki wcześniejszej wnikliwej oberwacji, ruszyłam bez wahania do boju i myślę, że wyszłam z niego obronną ręką. Dziewczyny były usatysfakcjonowane, ja zadowolona z siebie, Kuba wyraźnie rozbawiony, a właściciel trochę już znudzony tym całym cyrkiem z odwracaniem ról i myślę, że z utęsknieniem czekał końca tego męczącego dnia. [-a.]

Advertisements

komentarze 4 to “Ta inna strona Laotańczyków”

  1. tomolek 27 marca 2011 @ 03:56 #

    zdjęcia poproszę 🙂

    • bezdomu 27 marca 2011 @ 11:17 #

      nie dało rady, czar by prysł, gdybyśmy wyciągnęli aparat 🙂

  2. REnata 27 marca 2011 @ 08:43 #

    ha, ha, ha….! oczami wyobrazni, dzieki Twoim opisom, widze cala te zabawna scenke!!! a swoja droga zauwazylam nawet tutaj, ze Azjatki (ale te azjatyckie, nie amerykanskie) rzeczywiscie maja jakies takie upodobanie do „zalewania sie w trupa” i na dodatek robia to w taki jakis nieco „akward” sposob.
    taniec tancem, wszyscy wiemy, ze sobie na pewno niezle poradzilas; lepiej powiedz, jak poszlo spiewanie? a moze udalo Ci sie wywinac?….

    • bezdomu 27 marca 2011 @ 11:18 #

      no, powiedzmy, że skupiłam się na tańcu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: