Gdzieś w drodze, czyli o wietnamskich autobusach lokalnych

24 Gru

Recepcjonistki w hotelach zawsze proponują nam sprzedaż biletu na autobus turystyczny, tzn. bezpośredni i z podwyższonym standardem. My jednak twardo obstajemy przy swoim postanowieniu jeżdżenia autobusami lokalnymi. I jeszcze nigdy tego nie pożałowaliśmy. Po trzech tygodniach transportowego rekonesansu, już mniej więcej wiemy, czego się można spodziewać po autobusach lokalnych w Wietnamie…

1. Ciesz się nieustannym, bezlitosnym programem rozrywkowym, który ma na celu umilenie Ci podróży teledyskami z wietnamską muzyką pop, najlepiej włączoną na cały regulator. Delektuj się nią przy akompaniamencie nigdy nie milknącego klaksonu.

2. Naucz się podróżować z zamkniętymi oczami, bo naprawdę nie chcesz widzieć, co się dzieje na drodze.

3. Nigdy nie oglądaj przy zapalonym świetle kocyka, w który jesteś zmuszony się za chwilę zawinąć na następne kilka/kilkanaście godzin.

4. Nie wpadaj w panikę na widok wielkich robali urządzających sobie wyścigi wzdłuż przejścia autokaru. I tak nie masz wyjścia, więc o co ten halas? Po prostu wychodząc się otrzepiesz.

5. Niech Cię nie zdziwi ilość i bogactwo symboli religijnych wokół stanowiska kierowcy. Porcelanowe wazony z kwiatami, sporego rozmiaru figurki Buddhy z zielonego, fosforyzującego wosku, girlandy ze sztucznych kwiatów, całe ołtarzyki podświetlone od tyłu wielokolorową żarówką w kształcie tarczy, a nawet słoje z płonącymi kadzidełkami. Wszystko na bardzo ograniczonej przestrzeni, a na dodatek cały czas w ruchu.

6. Nie denerwuj się, gdy widzisz pasażerów wskakujących do i wyskakujących z, cały czas jadącego, autobusu. Zrozum, tempo nie za bardzo, więc nie ma co bez sensu marnować czasu na postoje.

7. Przyzwyczaj się do ciekawskich spojrzeń, raczej przyjaznych zaczepek, a nawet bycia obiektem żartów całego autobusu. Pogódź się z tym, że, ponieważ nie masz możliwości jakiejś werbalnej obrony, nie zachowasz twarzy i tyle. I nie przejmuj się, że nie znasz tutejszego języka. Nie szkodzi. I tak, wcześniej czy poźniej, będziesz “gadać”z połową autobusu, bo wszyscy będą chcieli Ci coś powiedzieć, jakoś się kurczę porozumieć, i przy salwach śmiechu ogółu poczęstować własnego wyrobu wódką z plastikowej butelki po wodzie. A co tam. Raz się żyje.

8. Zaakceptuj fakt, że przez znaczną część podróży obydwie pary drzwi autobusu otwarte są na oścież (patrz pkt. 6). Nie taki przeciąg straszny jak go malują.

9. Nie podnoś rabanu , gdy zauważysz bardzo ambiwalentny, żeby nie powiedzieć stronniczy, stosunek kierowcy do bagażu.  Staraj się zachować spokój, gdy na Twoim skrupulatnie zapakowanym plecaku, się staje, siada, się nim ciska, gdzie popadnie i w ogóle się nim nie przejmuje, w przeciwieństwie do cieknących worków z żywymi rybami i kaczkami, luźno wrzuconych do luku płytek terakotowych, dziwnych pałąków, kawałków żelaza, spakowanych w gazetę superciężkich tajemniczych walców, kartonów  po telewizorach i mikrofalówkach, które to traktowane są niesłychanie delikatnie, czasem nawet dowożone pod sam dom szczęśliwego właściciela.

10. Doceń dostatek woreczków na ewentualne wymiociny umieszczonych  na każdym siedzeniu w specjalnych, misternie plecionych, koszyczkach. Wybacz kierowcy, że zdarza mu się zapomnieć, że wiezie żywych ludzi i na największych wybojach, zakrętach, a zwłaszcza wtedy, gdy jedzie ktoś z naprzeciwka, rozpędza się do zawrotnych, zważywszy na okoliczności, predkości tym samym doprowadzając wielu z pasażerów do nie za przyjemnych odruchów.

11. Przygotuj się na odkrycie nowego wymiaru słowa “ścisk”. Wietnamczycy to naród niesamowicie przedsiębiorczy i bez problemu w busie przeznaczonym dla 15 osób mieszczą ich około 25. Ich inwencja jest po prostu nie do opisania. Oprócz dokładania dodatkowych osób do istniejących już rzędów siedzeń (czyli na 2 miejscach siedzi od 3 do 4 osób), dostawiają oni w sposób niezwykle usystematyzowany nowe rzędy drewnianych taboretów, tudzież puf na każdym wolnym skrawku podłogi. W przypadku zagospodarowania całej dostępnej przestrzeni, pasażerów sadza się po prostu na sobie, tworząc przedziwne ludzkie piramidy, całkowicie bezwolne, pogodzone z sytuacją dla ludzi z Zachodu co najmniej niekomfortową. I niech Ci się nie wydaje, że przestrzeń w takim minibusie jest ograniczona. Uwierz mi, nie jest. Choćby i pojazd pękał w szwach, naganianie przez okno nowych potencjalnych klientów nigdy nie ustaje. Przecież jedną dodatkową osobę zawsze da się jakoś upchnąć, no nie? [-a.]

Reklamy

Komentarze 2 to “Gdzieś w drodze, czyli o wietnamskich autobusach lokalnych”

  1. mama 25 grudnia 2010 @ 20:23 #

    To było świetne, zwłaszcza kodeks autobusowy, bo tak to należałoby zatytułować ! Asi i Kubie przesyłam wiele uścisków i najlepsze życzenia świąteczne. Obyście w drodze znaleźli to miejsce, gdzie ktoś czeka na wigilijnego wędrowca.I jeszcze jedno – żeby następne święta zastały Was razem z rodziną i przyjaciółmi. Tęsknimy za Wami – mama

  2. tomek 28 grudnia 2010 @ 04:56 #

    Widzę te autobusy oczyma wyobraźni! i zamawiam u Was zdjęcie kabiny kierowcy!
    Swoją drogą swego czasu podobnie wyglądały kabiny kierowców tzw. „komunikacji prywatnej” w Lublinie (Kuba pewnie pamięta), może bez tych kadzidełek a zamiast Buddy Maryjki plastikowe, no i kierowca obowiązkowo w klapkach Ziko i skarpetach!

    pozdrowienia i piszcie wytrwale, bo czytelnicy wytrwale czytają!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: