Hanoi, czyli chodnikowy slalom

16 Gru

Makau opuściliśmy na piechotę, przekraczając granicę w mieście Zhuhai, skąd autobusem dotarliśmy do Guangzhou (czyli Kantonu). Stamtąd, po kilku godzinach oczekiwania, wsiedliśmy do pociągu do Nanning – ostatniego już naszego przystanku w Chinach. O Nanning wpisu nie będzie. Nanning to – jak powiedział właściciel jednego z dwóch tamtejszych hosteli – takie przeciętne “małe” chińskie miasto z jedynymi 7 milionami (!) ludzi. Taka cyfra rzeczywiście nie robi wielkiego wrażenia w Chinach. Oprócz uznawanego za tutejszą atrakcję jeziora w środku miasta (przeszliśmy się i nie podobało nam się wcale), nie było tam kompletnie nic ciekawego. Nanning był więc zgodnie z planem naszą chwilą oddechu i bazą wypadową do Wietnamu, czym zresztą jest dla wielu podróżujących po Azji. Hostel był miły, a w barterze za pomoc przy projekcie ulotki dostaliśmy dodatkowo darmową noc przed wyprawą przez granicę…

Za to Hanoi nas oczarowało. I to od razu. To tysiącletnie miasto naprawdę tętni życiem, a przeurocza kolonialna architektura, często łącząca wpływy francuskie ze stylem lokalnym , wygląda naprawdę niesamowicie. Ruch uliczny, tak jak się spodziewaliśmy, to prawdziwe szaleństwo. We wszystkich kierunkach naraz non-stop przelewa się morze rowerów, skuterów, motorów, trycykli i Bóg wie czego jeszcze. Kierowcy sprytnie się mijają, ostrzegają się nawzajem co jakieś  5 sekund używając klaksonu, nie okazując nigdy żadnych oznak zdenerwowania. Ten hałas i chaotyczny ruch w pierwszej chwili paraliżują nowoprzybyłych.  W naszym przypadku również  pierwszy dzień był nauką przechodzenia na drugą stronę ulicy. Przyglądając się lokalnym i stosując się do wskazówek z internetu, opanowaliśmy jakoś tę sztukę, ale nawet po kilku dniach tu spędzonych nadal zdarzały się chwile grozy. Poza ruchem ulicznym ciekawym zwyczajem tutejszych Wietnamczyków jest sposób spędzania wolnego czasu. Stołeczne chodniki są gęsto zastawione malutkimi plastikowymi krzesełkami i stolikami, na których lokalni jedzą, piją i obserwują życie miasta. Wieczorem tych krzesełek robi się naprawdę olbrzymia ilość i chodzenie gdziekolwiek to nieustanne lawirowanie pomiędzy siedzącymi na nich ludźmi i zaparkowanymi wszędzie skuterami i motocyklami. Stolica żyje naprawdę intensywnie w ciągu dnia i wieczorem, ale umiera niestety dość szybko (prawo w Hanoi zabrania jakimkolwiek lokalom być otwartym po północy). Spędziliśmy w Hanoi pięć dni i mimo okropnego smogu i wszechogarniającej nieustępliwej wrzawy miasto zafascynowało nas swoją energią. Łaziliśmy po małych uliczkach i wielkich bulwarach. Jedliśmy lokalne pyszności na ulicy z brudnych misek, ale i zachodnie, “cywilizowane” specjały widelcem w knajpach dla turystów. Kilka razy daliśmy się naciągnąć, ale i uczyliśmy się zawzięcie targować. Imprezowaliśmy w stadzie rozemocjonowanych dziewiętnastoletnich backpackerów, a kiedy indziej delektowaliśmy się mrożoną herbatą cytrynową, przegryzaną przez miejscową młodzież pestkami słonecznika. Byliśmy w Muzeum Narodowym Sztuk Pięknych (jedyne miejsce w Hanoi, gdzie byliśmy praktycznie sami), w kościele (niestety nie wytrzymaliśmy długo, bo język wietnamski ze swoimi sześcioma tonami z ambony brzmiał jak wygłupy i mimo usilnych starań zachowania powagi, krztusiliśmy się za śmiechu),  byliśmy w Świątyni Literatury, a nawet w ponurym, wybudowanym wbrew jego woli, mauzoleum  Ho Chi Minha (Wujek Ho wyglądał bardzo niestetycznie, a strażnicy tego okropnego przybytku cały czas zwracali nam uwagę, żeby iść szybciej, wolniej, z większym szacunkiem ułożyć ręce, nie rozmawiać, zakryć ramiona, a nawet żeby być poważnym) .

Hanoi jest drugim największym miastem w Wietnamie (6,5 mln mieszkańców), ale nie ma tu żadnego wielkomiejskiego zadęcia. Jest głośno, ale w interesujący, wręcz uroczy sposób. Jest brudno, ale nigdy nie obrzydliwie. Jest chaotycznie, ale czujesz się bezpiecznie (no, może oprócz przechodzenia przez ulicę). Jest gwarno, kolorowo, smacznie, ciekawie, wygodnie, historycznie, pięknie…

To miasto z duszą.   [-k. i -a.]



Reklamy

komentarze 2 to “Hanoi, czyli chodnikowy slalom”

  1. Tita 16 grudnia 2010 @ 02:17 #

    Fryzjer pierwsza klasa 🙂

  2. Ewa Ś. 16 grudnia 2010 @ 22:50 #

    ale ciekawe zdjęcia!! zazdroszczę WAm tych wrazeń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: