Hangzhou, czyli Chińczyków raj na ziemi

19 List

Kiedy ochłonęliśmy już po milionie schodów na szczytach Huangshan (a przede wszystkim ochłonęły nasze łydki, uda i stopy), gotowi byliśmy już przemieszczać się na południe. Niestety komunikacja kolejowa z tego miejsca  nie jest zbyt rozwinięta, więc jedynym wyjściem było wrócić nieco w stronę Szanghaju. A na południe chcieliśmy, bo listopad zaczął o sobie przypominać, a z ciepłymi ciuchami w naszych małych plecakach raczej kiepsko. Na następny przystanek w drodze do Guilin na południu Chin wybraliśmy właśnie Hangzhou – spory węzeł komunikacyjny niedaleko Szanghaju. Miasto, które Chińczycy uważają za jedno z najwspanialszych (“W niebie jest raj, a na ziemi jest Hangzhou (…)”- głosi jedno z haseł reklamowych), o ponad 1000-letniej historii (niestety budynków tak starych już właściwie tam nie ma), a przede wszystkim z pięknym jeziorem Zachodnim (Xi Hu) w jego środku, wydawało się zachęcające. Samo w sobie niebrzydkie – na tle miejsc, które widzieliśmy dotąd. Dość zielono, a jezioro na pewno dodaje mu uroku. Można popłynąć sobie małą łódką na jedną z kilku wysp, można obejrzeć kolorowe, nocne przedstawienie na wodzie, pospacerować po parkach wokół, odwiedzić jedną ze świątyń czy pagód, zrobić zakupy czy też pobawić sie w klubach entertainment disctrict. Brzmi nieźle? Niestety prawda jest taka, że miejsce to jest idealnym dowodem na disneylandyzację Chin, którą Kai Strittmatter opisuje w swojej przezabawnej książce “Chiny – Instrukcja Obsługi”. Zabytki dookoła to odbudowana w ostatnich latach ściema, jezioro zostało dookoła opasane szosami, wszędzie jeżdzą obładowane zwiedzającymi meleksy, mające za klaksony irytujące piszczałkowe melodyjki, a parki, w których jest poważny deficyt ławek, są tak zoorganizowane, żeby tylko spacerować i przypadkiem nie siąść nigdzie na trawie (ogrodzenia!). Pasaże zakupowe (takie same, jakie widzieliśmy już w innych miejscach) to odbudowane i oklejone światełkami niby stare chińskie uliczki, sprzedające te same pamiątki co wszędzie indziej, sklepy przypominające do złudzenia te poprzednie i setki, tysiące, miliony chińskich turystów, zachwyconych tym wszystkim, robiących sobie zdjęcia przy najtandetniejszych figurkach, napisach przed sklepami, chłonących ten kolorowy, jazgotliwy kicz. Na początku robiło to na nas wrażenie z racji radosnego chaosu tych miejsc. Później chcieliśmy już tylko uciec jak najdalej. Nasz hostel znajdował się blisko takiego pasażu, ale na szczęście troszkę na uboczu, co dało nam trochę spokoju. Po trzech dniach spędzonych na spacerach po okolicy byliśmy już gotowi pojechać w końcu do mniejszego miasta. Wybraliśmy Yangshuo pod Guilin. Miejsce kultowe już dla backpackerów, a takiego jeszcze nie doświadczyliśmy. Ale przede wszystkim ten charakterystyczny dla Azji południowo-wschodniej krajobraz z małymi stromymi górami wzdłuż leniwie płynącej rzeki. Widok z tego miejsca został umieszczony na tyle banknotu dwudziestojuanowego. Bilety kupione. Jedziemy odpocząć. [-k.]


Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: