Szanghaj c.d., czyli wszystko naraz

18 List

Zajęło Szanghajowi 4 dni, żeby nas zmęczyć. To miasto to zabójcze tempo, chaos komunikacyjny, halas, gigantyczne budowle, supernowoczesne rozwiązania, a za rogiem małe uliczki, w których ludzie żyją jakby w innej epoce. Sklepiki-norki sprzedające jeden czy dwa produkty, a kawałek dalej lśniące sklepy wielkich sieci. Zachód wszczepiony z pełną pompą. Momentami byłem absolutnie zszokowany rozmiarem budynków (Teatr Szanghajski), wysokością i rozmachem autostrad i mostów (Lupu Bridge i jego dojazdy) czy ilością świateł, dekoracji i neonów w dzielnicy finansowej Pudong (przypominała nam na maksa Las Vegas.) To miasto to prawdziwy moloch, w którym smog jest na porządku dziennym, a życie, mimo że w komunistycznym kraju z ograniczonym prawami, pod wieloma względami bardzo przypomina to zachodnie. Niesamowita mieszanka nowoczesności i zacofania. Miejscy do bólu, dobrze ubrani, młodzi ludzie żyjący obok tych starszych, jakby z innej planety, ciągle nieoduczonych tych strasznych dla nas chińskich zwyczajów jak publiczne dłubanie w nosie, plucie na prawo i lewo, czy oddawanie moczu gdzie popadnie. Chaos, w którym Chińczycy tak sie lubują i znajdują w nim poniekąd swój spokój, tutaj pokazał nam swoje pierwsze oblicze. Dodatkowo, Szanghaj to nasza introdukcja do azjatyckiego ruchu ulicznego, kompletnie niezorganizowanego, w którym czerwone światło nic nie znaczy, a przechodzenie ulicy czy przejazd przez skrzyżowanie to ciągła walka o życie. To jeszcze nie to, co czeka nas na ulicach np. Hanoi, ale Szanghaj to nasze miękkie lądowanie i pewnie niezła nauka…

Z tych czterech, dość intensywnych dni najbardziej podobało mi się słynne (i darmowe!) Muzeum Szanghajskie (szczególnie sztuka z brązu), spacer po bulwarze Bund wzdłuż rzeki Huangpu oraz przypadkowo przez nas odkryty targ z pysznym jedzeniem w środku Old City. Za to największą porażką okazała się Świątynia Jadeitowego Buddy. Typowa ściema turystyczna pt. zespół budynków, których wiekszość powierzchni zajmują stoiska z pamiątkami, a na kilku metrach kwadratowych każdej stoi statuetka Buddy, do której w tym sklepowym otoczeniu przychodzą się modlić tłumy chińskich turystów. Rzeźby robiły wrażenie, ale całe to miejsce z jego atmosferą było straszne. Poza tym, Szanghaj dał nam przedsmak tego, o czym pisał Terzani, tj. jak bardzo Azję zmieniła globalizacja i jak ciężko pewnie będzie znaleźć tę prawdziwą, już prawie nieistniejącą. Wyjechaliśmy stąd już z lekkim przesytem wielkim miastem. Następna stacja – Huangshan. [-k.]


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: